#141 Laphroaig 18yo

Moja ocena 87/100

18-letnia wersja Laphroaig to kultywowanie tradycji destylarni. W czasach gdy kolejne nowe whisky to coraz częściej wymyślne eksperymenty master blenderów, ta pozycja ma nam odświeżyć stare wypusty z Islay. Dym, torf, popiół i sól morska. To, to, dlaczego pokochaliśmy ten region Szkocji. Laphroaig 18yo przypomina o swoich korzeniach. Jest niefiltrowany na zimno. Podwyższone ABV do 48%. Brak nietypowych beczek. Leżakuje tylko w drewnie po burbonie. Tego chyba nie da się zepsuć. 🙂

Jego ceny przez lata bardzo wywindowały w górę. Obecnie kosztuje 800 złotych. Można go natomiast znaleźć w wygasłych już ofertach sklepów internetowych, za uwaga, 345 złotych! Spora różnica. Po części wynika to z dość limitowanych partii. Wcześniej liczba chętnych przewyższała podaż. Na reakcje sklepów niestety nie trzeba było długo czekać. Debiutował w 2009 roku, zastępując wersję 15-letnią.

Zapach. Powiedzieć jakby iść jesienią przez mokry las to zdecydowanie za mało. Tutaj w tym lesie ktoś naszą twarz przyciska do wilgotnej gleby i mchu. Tuż obok dogasa ognisko. Od dymu łzawią nam oczy, a my się śmiejemy jak głupi do sera. 🙂 Tego dymu jest naprawdę sporo. Czuć również odrobinę słodyczy. Smak. Dym, dym i jeszcze raz dym. Nie jest agresywny, wręcz przeciwnie, przyjemny i zrównoważony a przy tym zdecydowanie dominuje. Palone drewno, wodorosty, sól, smoła i popiół. Dość prosta. Ukryta wanilia. Bardzo dobrze przykryte 48%. Finisz to powtórzenie zapachu i smaku. Intensywny, szorstki. Pozostawia zgrabiały język. Długi, torfowy. Pełny.

Ocena wg serwisu whiskybase: 88,2/100 wśród 887 oceniających użytkowników

Moja ocena: 87/100

Komentarze